Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowości zakupowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowości zakupowe. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 lutego 2014

Rosyjskie nowości z Bani Agafii

Z okazji walentynek Lawendowa Szafa oferowała rabat -15% na całe zamówienie, więc ja, człowiek słabej woli, nie mogłam obok takiego kuszenia przejść obojętnie. Bardzo chciałam wypróbować rosyjskie nowości z linii Bania Agafii. Wprawdzie nie poszalałam zbytnio, ale udało mi się kupić wszystko to, czego moja dusza pragnęła najbardziej. 
No cóż... już po złożeniu zamówienia okazało się jednak, że bardzo pragnę również olejku do ciała (który i tak poleciałby na włosy) oraz peelingu enzymatycznego, ale widocznie ręka boska czuwała, bo przecież miałam redukować zapasy... 



Nie wszystko jest moje, aż tak nie zaszalałam. Zamówienie zrobiłam wspólnie z przyjaciółkami :)



 


Moje małe skarby, które pomogą mi trzaskać przyrost i zagęszczać włosy. Na tym punkcie mam hopla, co zresztą chyba da się zauważyć ;) Do końca lutego poleżą sobie w zamkniętej szafeczce poza zasięgiem mych oczu i rąk, żeby nie kusiło. Na ten miesiąc przewidziałam już inną kurację i nie chciałabym jej zmieniać, ani dodawać niczego nowego. Banię Agafii będę używać w marcu.


Olej do włosów Odżywczy 

Skład: Arctium Lappa Seed Oil (olej łopianowy) Organic Pinus Sibirica Seed Oil (organiczny olej cedrowy), Capsicum Annumm Seed (papryczka chili), Foeniculum Vulgare (Fennel) Oil (olej kopru włoskiego), Silybum Marianum Seed (ostropest plamisty),  Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Organic Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (organiczny olej z rokitnika), Organic Beeswax (organiczny pszczeli wosk), Tocopherol, Organic Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil (organiczny olej rozmarynu), Salvia Officinalis (Sage) Oil (olej szałwii leśnej), Mentha Piperita (Peppermint) Oil (olej mięty pieprzowej), Pimpinella Anisum (Anise) Fruit Oil (olej anyżu), Betula Alba Bud Oil (olej kotków brzozowych) , Urtica Dioica (Nettle) Oil (olej pokrzywy), Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil (olej lnu syberyjskiego), Abies Sibirica Oil (olej pichtowy)

Maska do włosów Momentalna, blask i elastyczność

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Panax Ginseng Root Extract (ekstrakt korzenia dalekowschodniego żeń-szenia), Pulmonaria Officinalis Extract (miodunka plamista), Scilla Sibirica Extract (cebulica syberyjska), Organic Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil (organiczny olej białego lnu), Organic Lichen Islandicus Extract (organiczny ekstrakt islandzkiego mchu), Phyllodoce Caerulea Extract (wrzos islandzki), Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum, Caramel, Citric Acid.


Maska do włosów Super Silna, wzmocnienie i stymulacja wzrostu

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Pinus Sibirica Seed Oil (olej cedrowy), Evernia Prunastri (Oakmoss) Extract (ekstrakt dębowego mchu), Rhaponticum Carthamoides Extract (ekstrakt z korzenia szczodraka krokoszowatego), Aloe Barbadensis Leaf Juice (sok aloe vera), Allium Cepa (Onion) Bulb Extract (ekstrakt z łupin cebuli), Alnus Glutinosa Extract (ekstrakt z szyszek czarnej olchy), Organic Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil (organiczny olej z kiełków pszenicy), Organic Beeswax (organiczny pszczeli wosk), Organic Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil (organiczny olej lniany), Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum, Caramel, Citric Acid.



Kusi Was coś z tej linii kosmetyków? 

wtorek, 28 stycznia 2014

Shopping is my cardio w styczniu

Zakupy ubraniowe kocham na równi z nienawiścią. Postura skrzata, minimalizm i tolerowanie tylko określonych kolorów oraz krojów mocno zawęża mi pole do działania. Takie wyprzedaże na przykład - musiałabym chyba uprawiać tydzień nieprzerwanego shoppingu, żeby dostać w łapki każdą część garderoby w rozmiarze 34/XS, rzadko kiedy S. Małe rozmiary znikają w mgnieniu oka jeszcze zanim zostaną objęte obniżką. Nie mam łatwego życia. W większości przypadków nie mogę się wybrać jak normalny człowiek do sklepu i kupić ciuch, który powoduje przyspieszoną akcję mego serca. Z reguły to serce ściska mi się z żalu nad brakiem dostępności mojego rozmiaru. Muszę liczyć na szczęśliwy dzień ;).

I takim oto fartem biała rozkloszowana sukienka pikowana w kwiaty zawitała w mojej szafie. Ten ostatni egzemplarz omyłkowo nie został oznaczony promocją i nikt go nie chciał za normalną cenę (130 zł). Reserved %.




Czarna ołówkowa spódnica. Reserved %.



Kolejna ołówkowa spódnica z Reserved. Pikowana w kwiaty, ze skórzanym pasem. Z nowej kolekcji.



Kilka prostych koszulek. H&M.



I na tym koniec ubraniowych zdobyczy. Przynajmniej zaoszczędziłam, a mam kilka chciejstw z nowych kolekcji, nad którymi poważnie się zastanawiam.
Długo miałam bana na zakupy kosmetyczne (czas redukować zapasy jak na wojnę), ale nie mogłam przejść obojętnie wobec kilku produktów.

Błoto z Morza Martwego. Do dostania w Rossmannie, cena 19.90 za 500 g. Bardzo opłacalny biznes.


Skład: 100% błoto z Morza Martwego

Olejek Bhringraj firmy Hesh. Kusił mnie od roku, więc gdy pojawił się w moim tybetańskim przybytku kosmetycznej rozpusty za cenę jedynie 18 złotych, musiałoby mi rozum odjąć, żeby nie skorzystać z takiej okazji. (zdjęcie wkrótce).

Skład:
Cocos Nicifera (Coconut oil), Eclipta Alba (Maka), Emblic Myrobalan (Amla), Herpestis Monniera (Brahmi), Lawsonia Alba (Mehendi), Menthe Piperta (Pudina Phool), Psoralea Corylifolia (Bawchi), Santalum Album (Chandan), Bailospermum Montanum (Dantimool), Callicarpa Macrophyllavah (Ghwala), Vytex Nirgundi Trifolia (Ghodawaj), Nordostachys Jatamasi (Jatamasi), Tandrobium Macraei (Jivanti Patra), Hedychium Spicatum (Kapoorkachli), Cinnanmomum Camphora (Kapoor), Trigonella Foenumgraecum (Methi), Rosa Alba (Rose), Evolyulus Echinoids (Shankhawali), A--DROPgan Muricatus (Wala).

Płyn do kąpieli Babydream Fur Mama. Objawił się w moim Rossmannie za cenę 8,29 zł. Grzech nie brać.

Skład:
Aqua, Glycine Soja (Soybean) Oil, Sorbitol, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Parfum, Sodium Chloride, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Glycerin, Whey Protein, Lactose, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Polyglyceryl - 10 Laurate, Polyglyceryl - 2 Laurate, Glyceryl Caprate, Xanthan Gum, Tocopherol, Citric Acid.

Mydła Aleppo 24% i 12% z czarnuszką. Klik!



Lakiery piaskowe Lovely Snow Dust. Klik!



Całe zakupy uznaję za bardzo udane. A jak było u Was? :)

wtorek, 14 stycznia 2014

Moje pierwsze mydła Aleppo + ciekawe pierwsze wrażenia

Zacznę od tego, że na zawsze zapamiętam swoje pierwsze mydło Aleppo... Starałam się przekroić tę twardą kostkę rozgrzanym nożem (przeczytałam, że pozwala to uniknąć pokruszenia mydła), ale nic sobie nie robiła z moich wysiłków. Miałam z tym taki problem, że zapomniałam o wcześniejszym podgrzaniu noża i przycisnęłam do niego kciuk. Teraz zastanawiam się, czy na "pamiątkę" zostanie blizna.




Z wyborem mydła miałam nie lada zagwozdkę. Ile procent byłoby odpowiednie dla mojej cery? Aleppo 40%, które ponoć ma lepsze właściwości lecznicze i regeneracyjne czy 20%, wydające się bardziej bezpieczne, ale jednocześnie pozwalające zauważyć jakieś efekty (moja skóra od lat traktowana jest kwasami)?

Przeczytałam opinie i stwierdziłam, że zawartość aż 40% oleju laurowego to zaczynanie z grubej rury. Wszak panzerface'a nie posiadam. No i nawiedziła mnie wizja przesuszonej skóry, a potem wzmożonego przetłuszczania. Wolałam nie ryzykować.

Zdecydowałam się na Aleppo 24% oleju laurowego i dodatkowo wersję z czarnuszką (po przeczytaniu recenzji na blogu Kascysko. Pozdrawiam!). To drugie zawiera 12% oleju laurowego. 



Wrażenia po Aleppo 24%? Pierwsze użycie było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Po umyciu buzi mogłam wręcz obejrzeć wnętrze swoich porów. Wyglądało na to, że mydło je otwiera i idealnie oczyszcza. Skóra po takim myciu lepiej przyjęła krem i po nocy była gładsza i lepiej nawilżona. Niestety dorobiłam się buraka, bo w dniu pierwszego testu, po solidnym wcześniejszym kwaszeniu, skóra akurat zrzuciła starą warstwę, odsłaniając delikatny nowy naskórek. Piekły mnie policzki i zaczerwienienie nie chciało z nich zejść przez 2 dni. Aby się z tym uporać odstawiłam Aleppo i wróciłam do niego, gdy skóra odzyskała równowagę.
Efekty po drugim myciu okazały się niemniej zaskakujące. Już następnego dnia rano skóra zaczęła się złuszczać. 
Dzisiaj jest moje trzecie podejście, dodatkowo z tonikiem kwasowym zastosowanym po myciu. Aż się boję co to będzie :P


Używacie mydeł Aleppo? Widzicie po nich efekty?

środa, 8 stycznia 2014

Złoto, srebro i biały, czyli lakiery piaskowe Lovely Snow Dust



Moje najnowsze lakierowe dzieci :) W kolorach tak idealnych (a wybredna jestem i toleruję nieliczne), że gdy tylko dowiedziałam się o ich istnieniu, pognałam do Rossmanna jak rasowy sprinter. Limitowane piaski Snow Dust od Lovely rozeszły się w oka mgnieniu. Za pierwszą wizytą w drogerii obeszłam się smakiem. Później długo nigdzie nie mogłam ich spotkać, aż pewnego razu musiałam mieć wybitnie szczęśliwy dzień, bo za jednym wejściem do Rossa zgarnęłam wszystkie trzy. 

Tak na nie patrzę i zastanawiam się, który jest najpiękniejszy, hah! Wybór ciężki. Na paznokciach mam już biały i codziennie zachwycam się jego zajedwabistością. Złoto i srebro czekają na rozdziewiczenie, ale pewnie długo to nie potrwa ;)

Wybaczcie tę porażająco słabą jakość.



Tak bardzo żałuję, że to zimowe limitki. I jak to z limitkami, zima przeminie i już ich nie zobaczę...gdy własne mi się pokończą. Chyba zrobię zapas. Bo wiadomo, że piaskacze takie niewydajne... To taki konkretny zapas chyba zrobię... xD.


Spodobały się Wam Snow Dusty?

czwartek, 2 stycznia 2014

Skusiłam się na Original Source

Nigdy nie widziałam niczego specjalnego w produktach firmy Original Source. Mają ładną szatę graficzną, przyjemne dla nosa zapachy, ale składy to takie zwyklaki. Musiał więc nadejść ten dzień, kiedy mój żel pod prysznic zakończy swój żywot, ja sama zawędruję do drogerii po kolejne opakowanie i me oczy ujrzą śliczne buteleczki OS z limitowanej edycji o kosmicznie "smacznych" nutach zapachowych. I do tego będzie promocja 2 za 9,49 zł. I tak nagle zachce mi się czegoś ładnie pachnącego pod prysznic... mimo że moja skóra nie lubi mocnych detergentów. Aha. Skusiłam się, kupiłam. Jestem tylko kobietą.




Wybrałam Mandarynkę i Bazylię oraz Malinę z kakao. Przynajmniej w tych wersjach składniki widniejące na opakowaniu nie znajdują się po zapachu. Z tego powodu z bólem serca odstawiłam na półkę Kokos (pachniał najładniej ze wszystkich). Zobaczymy czy i kiedy moja skóra, uraczona silnym myciem, zacznie strajkować.


Miałyście, lubicie?

poniedziałek, 25 listopada 2013

Shopping is my cardio. Zakupy!


Ostatnimi czasy moja dusza jest nieco przygnębiona, więc postanowiłam zrobić to, co kobieta zwykle robi na poprawę nastroju. Wybrałam się na małe zakupy. Zawędrowałam do Rossmanna i do second handu, do którego nie zaglądałam od miesięcy. Akurat trafiłam na wymianę całego towaru i... watahę klientów, którzy ładowali do koszyków niemal wszystko, co znajdowało się na wieszakach. Myślę sobie: ehe, nic już nie zostało. Ale kto był ten wie, że kupowanie w tego typu przybytkach opiera się na zupełnie innych zasadach niż kupowanie w zwykłych sklepach. Tak na przykład moim sztandarowym punktem jest: "przesuwać wieszak po wieszaku, bo tylko w taki sposób wynajdę coś, co pominęli inni". Takim sposobem znalazłam wciśnięty w kąt "tak bardzo mój" sweter, czarną sukienkę tubę, której już bardzo długo szukałam i pasującą do wszystkiego prostą koszulkę.



Grubaśny sweter z opadającymi ramionami w moich ulubionych kolorach (jestem wielką fanką czarnego). Widzę go w zestawieniu z czarnymi rurkami i obcisłymi spódnicami/sukienkami, choćby z tą poniżej. Sprawdzi się na nadchodzące mrozy.




Przylegająca do ciała niczym druga skóra mała czarna - tego brakowało w mojej szafie! Dokładnie za takim krojem bez rękawów chodziłam już od dawna.



Takie proste koszulki w jednolitym kolorze są moimi ulubionymi.

Zapłaciłam wcale niemało i z tego względu odłożyłam kilka innych rzeczy. Jednak konieczność zapłacenia prawie 40 zł za używany sweter bardzo szybko studzi nawet miłość od pierwszego wejrzenia. Kobieta obok wydała 400zł... Nie rozumiem idei lumpeksów. W moim mieście istnieje sieć second handów, gdzie kilogram ubrań kosztuje 120 zł. Mogę tylko tupać nogą, zgrzytać zębami i z bólem serca odwieszać upatrzoną zdobyć, bo mnie na nią nie stać xD.


W Rossmannie przytuliłam kolejne lakiery piaskowe Wibo. Połyskującym czerwonym (z lewej) zauroczyłam się z miejsca.

 

Trafiłam też na promocję kremu do ciała Isany z granatem i figą. Jestem od tego zapachu absolutnie uzależniona i nie mogłam przejść obojętnie obok obniżki, chociaż to tylko 2 zł... W domu zauważyłam, że na moim egzemplarzu nie widnieje informacja "edycja limitowana". Czyżby krem z granatem wszedł na stałe do asortymentu Rossmanna? Oby :)


piątek, 22 listopada 2013

Łupy kosmetyczne z promocji -40% na kolorówkę w Rossmannie



Wyczekiwana promocja w Rossmannie na całą kolorówkę w końcu ruszyła i potrwa do przyszłego czwartku. Nie miałam w planach dużych zakupów. Głównie interesowały mnie lakiery i tusze do rzęs (póki co dorwałam jeden, chociaż planuję zrobić "mały" zapasik na jakiś rok), a i tak spędziłam w drogerii prawie godzinę "macając" produkty, którym wcześniej zbytnio nie poświęcałam uwagi. Czar obniżki -40% działał na całkiem wysokich obrotach, ale ostatecznie rozsądek zwyciężył.

W koszyku znalazły się dwa lakiery piaskowe i jeden Wibo z błyszczącymi drobinkami. Skromnie. Kusił mnie czerwony Baltic Sand Lovely i kusi nadal, więc chyba się po niego wrócę :) Przy okazji capnę jeszcze jeden piasek Wibo, którego dzisiaj moja drogeria nie miała na stanie.


Piasek Wibo (4,19 zł), piasek Lovely (5,09 zł), Wibo (4,59 zł).


O zacności żółtego tuszu z Lovely naczytałam się wiele dobrego i postanowiłam w końcu go wypróbować. Podobno nadaje efekt podkręconych rzęs jak u lalki. Róż Wibo to już moje drugie opakowanie, lubię za odcień i niską cenę.

Tusz Lovely (5,39 zł), róż Wibo (5,79 zł).