Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 marca 2016

NIEDZIELA DLA WŁOSÓW

Poprzedniej niedzieli nie udało mi się domyć oleju z końcówek włosów, więc zdecydowałam się częściej robić przerwy w olejowaniu. Powinnam też kupić dobrze oczyszczający szampon, bo Ziaja, choć jest super, to jednak nie radzi sobie z oczyszczeniem dobrze "nakarmionych" włosów.

Jestem mega zadowolona z efektu dzisiejszej pielęgnacji. Aparat uchwycił mocniejszy skręt i gładkość, ale w rzeczywistości jest o wiele lepiej. Włosy są niewiarygodnie śliskie, dociążone, a nawilżenie czuję aż po same końcówki :)

To są skutki pielęgnacji po jednodniowym detoksie, czyli po oczyszczeniu włosów.





środa, 16 marca 2016

NIEDZIELA DLA WŁOSÓW, PŁUKANKA Z KORZENIA PRAWOŚLAZU

Tytułowej płukanki byłam ciekawa już od dawna, dlatego jak tylko przypomniałam sobie o istnieniu korzenia prawoślazu w trakcie składania zamówienia w aptece, wrzuciłam jedno opakowanie do koszyka i po kilku dniach ochoczo przystąpiłam do pierwszych dziewyczych testów. Niestety, mój entuzjazm szybko opadł, gdy włosy przypomniały mi, że niespecjalnie przepadają za "śluzowatymi" płukankami :P (ta z glutka lnianego była totalnym niewypałem, ale wtedy też włosy były na etapie innej porowatości).

Ostatnio także ponosi mnie z olejowaniem, bo chcąc szybko wykończyć dawne zapasy, olejuję włosy codziennie, aż nastąpi moment krytyczny, gdy po wysuszeniu włosów odkrywam, że ich nie domyłam :p Takim sposobem tej niedzieli zaliczyłam włosową porażkę :p





środa, 2 marca 2016

JAK SAMEMU OBCIĄĆ WŁOSY NA PROSTO

Metoda, o której mam zamiar napisać jest wprost genialna. Zakochałam się w niej po pierwszym własnoręcznym cięciu za łatwość w wykonaniu, osiągnięty efekt, a przede wszystkim to, że włosy mogę podciąć sobie sama bez niczyjej pomocy. Do tej pory końcówki podcinała mi mama, od lat na prosto. robiła to w miarę dokładnie i równo, pomijając jeden czy dwa epizody, gdy prawą stronę miałam dłuższą od lewej :p Oczywiście potem cięcie szło do poprawki, bo chociaż mam falowane włosy i wszelkich krzywizn aż tak na nich nie widać, to jednak mam bzika na punkcie idealnie prostej linii cięcia :p Co osiągnęłam właśnie dzięki pocięciu tą metodą.

Świetne jest to, że można obciąć naprawdę niewiele, jak 0,5 cm, czego mojej mamie w życiu by się nie udało zrobić równo. Poza tym tniemy sami, więc mamy całkowitą kontrolę nad tym, ile chcemy podciąć. Gdy mówiłam mamie "tylko 2 cm", zawsze leciały 3 :p

Ja na próbę zdecydowałam się właśnie na 5 mm. Obcięłam głównie włosy, które wystawały poza linię, czym całkowicie zrównałam resztę. Z długości nie straciłam praktycznie nic, a włosy w magiczny sposób zyskały na wyglądzie poprzez zagęszczenie końcówek do jednej naprawdę równej linii (mam tutaj ma myśli najdłuższe pasma, bo niektóre z wierzchu i po bokach nie dorosły jeszcze do reszty).

poniedziałek, 1 lutego 2016

Niedziela dla włosów, płukanka z rozmarynu

Ostatnimi czasy nie robiłam żadnych płukanek, jakoś zapomniałam o tym sposobie pielęgnacji, a przecież specjalnie w tym celu kupiłam kilka opakowań rożnych ziół. Było to dawno, dlatego o nich zapomniałam :p Kilka dni temu przypadkowo odkryłam pojemnik z rozmarynem, upchnięty za kosmetykami, które czekają w kolejce do użycia (kłania się dawne zbieractwo :P). Rozmarynu używałam miesiące temu i stwierdziłam, że skoro mam go na stanie, to czemu by nie wykorzystać go do zrobienia płukanki i nie przypomnieć sobie, jak działa na moich włosach.

2 tygodnie temu podcięłam włosy o jakieś 3 cm. Nie są jeszcze zrównane (dalej schodzę z cieniowania), ale wizualnie prezentują się lepiej, nawet zrezygnowałam z zabezpieczania końcówek serum silikonowym, bo niestety włosy mam już tak niskoporowate, że serum nawet w niewielkiej ilości skleja mi końce, sprawiając, że wyglądają na przerzedzone :c
Natomiast, co mnie bardzo cieszy, to szybki przyrost, bo zdążyłam już odzyskać 2 cm :d




piątek, 8 stycznia 2016

Grudniowa aktualizacja włosów, BHD, podsumowanie jesiennego zapuszczania

Przestaję panować nad moimi włosami. Nie wiem już, który raz to stwierdzam, na dodatek ciągle słyszę od mamy, że "kiedyś miałam ładniejsze włosy". ;P To "kiedyś" oznacza czasy zerowej pielęgnacji, gdy nie robiłam z nimi nic poza myciem szamponem, także auć... No cóż, Matka Natura, a raczej geny po dziadku ;D, wyposażyły mnie w fale tak wybredne, że czasami załamuję nad nimi ręce. :P 
Przede wszystkim, im robią się dłuższe (a uparcie je zapuszczam) tym stają się bardziej problematyczne. Skręt gdzieś zanika, głównie za sprawą ciężaru długich włosów oraz niższej porowatości. Stylizacja pomaga tylko doraźnie, bo na dłuższą metę moje włosą są stanowczo na nie. Dobrze obrazuje to zdjęcie poniżej - we włosy wgniotłam odrobinę żelu sklepowego, bo tylko taka ilość nie powoduje strączkowania, natomiast włosy zupełnie nie złapały skrętu. :c 




Mam też wrażenie, że włosy straciły na gęstości, chociaż nie wypadają. Końce są zdecydowanie rzadsze niż kilka miesięcy temu. Rozważam podcięcie, jednak powstrzymuje mnie nienaganny stan końcówek i chęć zapuszczenia ich w końcu do wymarzonej długości. Niestety, w trakcie jesiennego zapuszczania (październik-grudzień), dorobiłam się tylko + 5 cm. Oczywiście liczyłam na więcej, by móc je bez żalu podciąć. :p Po świętach poleciał 1 centymetr, ale widzę, że to za mało.

Mam kilka włosowych celów na nowy rok i napiszę o tym w następnym poście. Interesuje mnie także kręcenie włosów bez użycia ciepła. Lata temu na noc zawijałam włosy w koczka i choć były dużo krótsze od obecnych, efekt bardzo mi się podobał. Metoda kręcenia na chusteczki nawilżane także mnie ciekawi. Właściwie to interesuje mnie wszystko, co przemieni moje włosy z krzywych i powyginanych drutów w kaskadę fal. ;d Na pewno będą to ekscytujące eksperymenty. :D

niedziela, 11 października 2015

Niedziela dla włosów: nieoczekiwany push-up

Dzisiaj było dosyć minimalistycznie. Próbuję zwalczyć chorobę i niedziela mija mi głównie pod znakiem leżenia pod grubym kocem, gorącej herbaty z cytryną i oglądania ulubionego serialu, który widziałam już milion razy :P Na szczęście nie jestem aż tak umierająca, więc umyłam włosy i zrobiłam zdjęcia ;d





OLEJOWANIE: Na godzinę nałożyłam Vatikę kokosową w ilości 1 łyżeczki. Od dawna nie przesadzam z ilością oleju, nakładam tyle, aby włosy były nim tylko lekko powleczone. Dużo łatwiej jest mi wtedy zmyć olej za pierwszym razem. A właściwie "było", bo od ponad tygodnia jednokrotne mycie przestało wystarczać. Domycie włosów mydłem cedrowym było wręcz niewykonalne, nawet pomagając sobie emulgowaniem. Chyba porowatość mi jeszcze spadła.

MYCIE: Użyłam mydła szungitowego Fratti, w którym od miesięcy jestem zakochana. Pieni się rewelacyjnie, wzmacnia włosy, świtetnie oczyszcza i nie wysusza. Mycie włosów tym mydłem to sama przyjemność.

MASKA: Wmasowałam we włosy maskę Kallos Omega + kilka kropel oleju z pestek winogron i spłukałam po 3 minutach.

Po zmyciu maski zawinęłam włosy w ręcznik, mokre rozczesałam grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami, a w same końcówki (jakieś 10 cm) wtarłam silikonowe serum. Zrezygnowałam z zabezpieczenia długości i chyba to wpłynęło na ostateczny wygląd włosów. Wczoraj były mocniej pofalowane i dociążone, dzisiaj zaś mają sporą objętość z jedynie lekko podwiniętymi końcówkami.

Jak tam Wasze niedziele? :)

piątek, 5 grudnia 2014

Nie odżywka a magiczna mikstura. Dr.Bio Balsam do włosów farbowanych

Nie tak całkiem dawno przywędrowały do mnie dwa rosyjskie balsamy o kuszących składach. Dr.Bio był strzałem w ciemno, bo nie spotkałam się dotąd z wieloma recenzjami produktów do włosów tej marki. Przy zakupie zdałam się na skład, analizując potencjalne działanie poszczególnych składników. Spodobał mi się źeń-szeń, trawa cytrynowa kojarząca się z nadawaniem blasku, tajemniczy eukaliptus i oczywiście olej arganowy, jako emolient zawsze w cenie ;) 

O kosmetykach Dr.Bio nie jest głośno, co może wkrótce się zmieni, bo pędzę z recenzją magicznego balsamu, który tworzy na moich włosach cuda nad cudami.




Dr.Bio Balsam do włosów farbowanych (klik).
Producent zapewnia efekt 7 w 1:
  •  utrwala kolor
  • wygładza włosy na całej długości
  • wzmacnia włosy na  całej długości
  • regeneruje strukturę włosów
  • ułatwia układanie
  • zapobiega łamliwości
  • nadaje blask włosom osłabionym, matowym

Moje włosy są całkowicie naturalne, więc nie będę oceniać balsamu pod kątem utrwalania koloru. Raczej wątpię by kosmetyk miał na to wpływ. Osobiście nigdy nie kieruję się opisem na opakowaniu, tylko skrupulatnie badam skład, ustosunkowując go do moich preferencji. Takim sposobem zainwestowane w balsam pieniądze okazały się strzałem w 10. Dobre przeczucie mnie nie zmyliło :) Ale do rzeczy.


Skład:
Aqua, Argania Spinosa Kernel Oil* (olej arganowy), Eucalyptus Globulus Leaf Oil (olej eukaliptusowy), Cymbopogon Citratus Essential Oil (olej z trawy cytrynowej), Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Cetyl Ether, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Panax Ginseng Root Extract (ekstrakt żeń-szenia), Ficus Carica (Fig) Fruit Extract (ekstrakt z figi), Tocopheryl Acetate, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid.(*) składniki organiczne






Moja opinia:

Moje włosy nie są proste w obsłudze. Toczę z nimi ciągłą walkę o wygładzenie i zapobieganie puszenia (moi regularni czytelnicy zapewne kojarzą posty, w których wylewam gorzkie żale o niepokorności mojej czupryny ;). Zwykle muszę się nieźle nagimnastykować, by włosy wyglądały tak jak powinny, będąc tak zdrowe, jak są w rzeczywistości. Gdy pierwszy raz użyłam balsamu Dr.Bio przeżyłam niemałe zaskoczenie. Na początek organoleptyczne, gdyż w dotyku były jedwabiste i czułam na ramionach to utęsknione dociążenie. Kolejne były doznania wizualne. Och, tutaj nie mogłam się wprost oderwać od lustra! Blask, blask... ten blask! Kosmyki pięknie odbijały światło i błyszczały się dużo bardziej niż zwykle (czyżby faktycznie była to sprawka trawy cytrynowej? :D). Pokolenie nowych włosów, które lubi odstawać pięknie zlało się z resztą czupryny - całość była bardzo wygładzona i zdyscyplinowana. Żeby było jeszcze piękniej, skręt się podbił na tyle, że niektóre kosmyki zakręciły się w rulony.


Konsystencja jest rzadka i lejąca, nie należy do moich ulubionych. Kosmetyk szybko znika na włosach, ale wystarczy niewielka ilość, by zadziałał.

Balsam przetestowałam w pielęgnacji ubogiej (mycie szamponem bez dodatkowego odżywiania/olejowania) i bogatej (odżywianie/olejowanie przed myciem). W każdym przypadku spisuje się rewelacyjnie. Mogę nawet rzec, że solo dalej najlepsze rezultaty. Zdecydowanie ten produkt ląduje na listę moich cudeniek :)


Cena: ok 16 zł w sklepach z rosyjskimi kosmetykami.


Miałyście styczność z kosmetykami Dr.Bio?

sobota, 15 listopada 2014

2 cm w 2 tygodnie. Zapuszczanie włosów cz. 2

Już myślałam, że przyszło mi żyć ze standardowym jak dla ludzi przyrostem 1 cm/1 mies. Przez ponad 2 miesiące moje włosy rosły w ślimaczym tempie, co przyprawiało mnie o niemałe zdziwienie, a nawet irytację. Bo jak to, łykam suplementy, wcieram, maskuję, a one jak na złość stoją w miejscu? Rzecz dotąd u mnie niespotykana. Cały zeszły rok podcinałam końcówki co 1,5 miesiąca o około 3 cm i pomimo to wyhodowałam je do talii.

No dobrze, pomarudziłam sobie, więc czas przejść do konkretów.

Pomimo zastoju we wzroście, 1 listopada podcięłam końcówki. Odrobinę. Włosy mierzyły wtedy 64 cm (pomiar od linii włosów na czole) i wydawały mi się po prostu krótkie. Wczoraj zaś zauważyłam, że są znacznie dłuższe, co potwierdził centymetr - 66 cm, czyli 2 cm na plusie w dokładnie 2 tygodnie. Nareszcie moje cebulki obudziły się ze snu i ruszyły do akcji.

Zasługi dla przyrostu mogę przypisać tabletkom Mega-krzem (łącznie 300mg ekstraktów z pędów bambusa i ziela skrzypu zawierających krzemionkę)  i siemieniu lnianemu (cudowne NNKT), które regularnie przyjmuję od ponad miesiąca. Możliwe też, że włosy zwyczajnie postanowiły rosnąć w typowym dla siebie ekspresowym tempie (zawsze szybko mi rosły). Jednak jakieś pozytywne działanie suplementacji zauważam, przede wszystkim w postaci wysypu baby hair. 

Wzmożone wypadanie odbiło się na stanie końcówek. Boki są mocno przerzedzone, więc włosy wymagają sporego podcięcia... na które nie byłam w stanie się zdecydować w czasie ich wzrostowej posuchy. Wolę siebie w dłuższych włosach.

Zdjęcie sprzed tygodnia.

Mam ochotę ciachnąć je o 3 cm, ale... zobaczymy jak będą rosły ;)

sobota, 9 sierpnia 2014

Bo jestem kobietą i właśnie zmieniłam zdanie, czyli dlaczego obcięłam włosy

Sporo czasu mnie tutaj nie było... I nadeszła pora na powrót, a jak wracać, to najlepiej robiąc mocne "wejście smoka". 
Moje długie fale zapuszczane z taką pieczołowitością, czułością i uporem w jednej chwili poszły pod nożyczki, skracając się do długości za łopatki. Co mnie napadło na tak drastyczną zmianę? To był impuls. Osiągnęłam już cel, do którego zmierzałam przez rok i efekt wcale mnie nie zadowolił. Równej długości włosy do talii okazały się być trudniejsze w utrzymaniu niż początkowo sądziłam. Mój skręt rzadko kiedy współgra z czynnikami atmosferycznymi, końcówki łatwo się przerzedzają, a włosy są po prostu ciężkie.

Potrzebowałam odmiany i tym sposobem pozbyłam się naprawdę wielu centymetrów. Kolejnym etapem było wystopniowanie włosów, którego dokonałam własnoręcznie. Gęstość mojej czupryny zmusiła mnie do stworzenia aż sześciu warstw. Efekt możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej, na którym włosy są już dłuższe - od cięcia minął miesiąc i całkiem sporo podrosły.




Z nowej fryzury cieszyłam się miesiąc. Później już tylko okrutnie tęskniłam za dawną długością i ten stan utrzymuje się każdego dnia. Jednak zdecydowanie się na tak dużą zmianę pozwoliło mi zweryfikować w jakiej fryzurze czuję się najlepiej. I zdecydowanie nie są to włosy równej długości. Warstwy pozwalają mi czuć lekkość na głowie, a same kosmyki - których skręt niestety nie jest mocny, ale jednak jest - lepiej się układają. 

Cięcie nastąpiło na początku czerwca. Teraz włosy sięgają połowy biustu. Rosną dość szybko, chociaż nie stosowałam żadnych wspomagaczy porostu (kilka dni temu powróciłam do picia drożdży). Mam nadzieję, że byczy przyrost się utrzyma, bo chcę by znowu były długie. Powróciła motywacja do zapuszczania kudełków i przy dobrych wiatrach za kilka miesięcy mogę odrobić wszystkie straty na długości. 

Nie będę podcinać końcówek, może jedynie popracuję nad warstwami, ale to w dalszej perspektywie. Nie do końca podobają mi się wyraźnie wystopniowane kosmyki. Potrafią się zawinąć w dłuższe pasma, tworząc efekt "schodów", nie ma ładnego przejścia. Z tego powodu rozważam wypróbowanie metody cieniowania robiąc kucyk (lub kilka) na czubku głowy. 


Jak Wam się podoba zmiana?


czwartek, 1 maja 2014

ZRÓB TO SAM: Serum olejowe do włosów

Kręcenie tzw. miksów, czyli papek z różnych kosmetyków, półproduktów, a także produktów spożywczych to najlepsza zabawa we włosmaniactwie. Zgodzicie się ze mną, prawda? ;D

Osobiście najbardziej upodobałam sobie olejowe serum. Jest banalne i ekspresowe w przygotowaniu, a co najważniejsze łączy w sobie dwa w jednym: odżywianie i olejowanie (jak wiemy, same oleje nie nawilżają włosów tylko je natłuszczają).



Przygotowanie

Podstawa serum to odżywka/maska, olej i woda.

W moim serum zwykle znajduje się łyżeczka odżywki/maski do włosów (lub po groszku kilku różnych), pół łyżeczki żelu aloesowego, 10 kropel kwasu hialuronowego, łyżeczka oleju (lub połączenie kilku). Taką mieszankę dopełniam zimną przegotowaną wodą lub wodą różaną do wysokości 1/3 115 ml butelki z atomizerem. Wstrząsam, aż wszystkie składniki się ze sobą połączą. Porcja wystarcza mi na 3 użycia (ilość na zdjęciu na 2 razy). Nie trzymam serum w lodówce.

Do serum można dodać składniki wedle uznania. Ważne jest tylko, aby znalazła się w nim odżywka/maska, która zemulguje olej, dzięki czemu nie będzie się rozwarstwiał z wodą.


Stosowanie serum olejowego to dla mnie oszczędność czasu i wysiłku ;) Przed snem porządnie spryskuję całe włosy (aż będą mokre), odczekuję aż trochę podeschną i zaplatam warkocz. Dla moich włosów to łatwe, szybkie i kompleksowe odżywianie. Zauważyłam, że sam olej przestawał im wystarczać, tak samo jak odżywka nałożona na kilka minut pod prysznicem. Niestety, brakuje mi cierpliwości oraz siły do trzymania na głowie mieszanki pod czepkiem i ręcznikiem przed myciem włosów, które odbywa się u mnie rano. Dlatego odżywka wraz z innymi nawilżaczami w serum rozwiązują ten problem :).


Kręcicie olejowe serum? Jak się u Was sprawdza?

wtorek, 15 kwietnia 2014

Wcierkowy arsenał do walki o zagęszczenie włosów


Od 22 marca sumiennie wcieram odżywkę Jantar. W tydzień włosy podrosły aż 1 cm. Zawsze osiągałam dzięki tej wcierce ładny przyrost (3 cm/mies.) i sporo babyhair. Zużyłam już połowę 100 ml buteleczki i jak widać na powyższym zdjęciu w kolejce czekają następne produkty do przyspieszania porostu. Arsenał na kilka miesięcy wcierkowania ;D.


Po Jantarze zabieram się za odżywkę Anna ze skrzypem, a po niej spróbuję z wierzbownicą.

























Jakiś czas temu zmagałam się z lekkim wypadaniem włosów i opornym odrastaniem nowych. Nigdy wcześniej nie miałam problemów z porostem. Być może było to spowodowane noszeniem krótszej fryzury, przy której odrastające włosy widoczniej zagęszczały czuprynę. Od jakiś 8 miesięcy noszę prawię tę samą długość 68-71 cm mierzone od linii czoła, co przy moim wzroście (158 cm) daje włosy w długości za biust. Nawet ciągle pojawiające się nowe bejbiki nie mają szans w kilka miesięcy podrosnąć do takiej długości, więc końce straciły na gęstości. Zwłaszcza, że przestałam je regularnie podcinać - czyli co 1,5 miesiąca po 2-3 cm.

Takim sposobem włosy przy głowie są 4x gęstsze niż te na końcach.

Czeka mnie obcięcie jeszcze jakiś 5-6 cm, żeby jako tako zrównać włosy, ale nie potrafię się na to zdecydować ze względu na zdrowe końce i brak rozdwojeń. Podoba mi się obecna długość, a za jakieś 3 cm będę zadowolona z niej w jakiś 90% ;). Myślę, że gdy uda mi się przyspieszyć przyrost choćby do tych 2,5 cm/mies., to znowu zabiorę się za podcinanie końcówek raz na 2 miesiące. 

Kto się przyłącza do akcji wcierania? :)

piątek, 21 lutego 2014

Odżywka DeBa BioVital z olejem arganowym, migdałowym i masłem shea


Pojemność: 400 ml
Cena: 5,99 zł
Dostępność: Biedronka


Napaliłam się na tę odżywkę jak szczerbaty na suchary. Tylko 6 złotych monet za 400 ml specyfiku z takim składem?! Pognałam do Biedronki niczym gazela, wpadłam jak tajfun, a tam puste kartony. Inni byli szybsi. W zdobycie DeBy musiałam zaangażować moją drogą przyjaciółkę, która buszowała po Biedronkach aż w innym mieście.



Skład:
Jest ładnie emolientowy i pozbawiony substancji powłokotwórczych. Sporo masła shea i oleju migdałowego. Tytułowy olej arganowy niestety jest po zapachu, co znaczy, że jest go niewiele.
Obecność masła shea może nie sprzyjać wysoko i średnioporowatym włosom.




Moja opinia:
Pierwsze spotkanie z odżywką DeBa (użytą w standardowy sposób, czyli na kilka minut po szamponie) zaowocowało poważnym "good hair day". Już kolejne natomiast były pasmem niezrozumiałych dla mnie "bad hair day". Za każdym razem włosy były szorstkie w dotyku i spuszone. Zachodziłam w głowę, co mogło być tego przyczyną, aż odkryłam, że kolejne próby z DeBą przypadły na okres Sahary, jaką uczynił moim włosom szampon Joanna Rzepa. Moja czupryna w owym czasie naprawdę była ekstremalnie przesuszona. Mocno olejowy skład DeBy z tym problemem sobie nie poradził.
Aby nie ryzykować paradowania z "lwią grzywą", odżywkę nakładałam przed myciem lub w połączeniu z innymi kosmetykami. W takiej postaci nie robiła mi krzywdy. Gdy doprowadziłam włosy do stanu normalności, DeBa znowu zaczęła się świetnie spisywać. Zostawiała włos gładkim, śliskim i pogodoobpornym. 

Opakowanie z zakrętką na "pstryk" jest bardzo wygodne, ale za to upiorna jest folia, którą powleczona jest butelka. Wyślizguje się z rąk ilekroć znowu po nią sięgam, a zawsze nakładam odżywkę partiami. Niejeden raz moja stopa odczuła, co to znaczy ciężar całkiem sporej butli.


Miałyście? Jak oceniacie tę odżywkę?


piątek, 14 lutego 2014

Rosyjskie nowości z Bani Agafii

Z okazji walentynek Lawendowa Szafa oferowała rabat -15% na całe zamówienie, więc ja, człowiek słabej woli, nie mogłam obok takiego kuszenia przejść obojętnie. Bardzo chciałam wypróbować rosyjskie nowości z linii Bania Agafii. Wprawdzie nie poszalałam zbytnio, ale udało mi się kupić wszystko to, czego moja dusza pragnęła najbardziej. 
No cóż... już po złożeniu zamówienia okazało się jednak, że bardzo pragnę również olejku do ciała (który i tak poleciałby na włosy) oraz peelingu enzymatycznego, ale widocznie ręka boska czuwała, bo przecież miałam redukować zapasy... 



Nie wszystko jest moje, aż tak nie zaszalałam. Zamówienie zrobiłam wspólnie z przyjaciółkami :)



 


Moje małe skarby, które pomogą mi trzaskać przyrost i zagęszczać włosy. Na tym punkcie mam hopla, co zresztą chyba da się zauważyć ;) Do końca lutego poleżą sobie w zamkniętej szafeczce poza zasięgiem mych oczu i rąk, żeby nie kusiło. Na ten miesiąc przewidziałam już inną kurację i nie chciałabym jej zmieniać, ani dodawać niczego nowego. Banię Agafii będę używać w marcu.


Olej do włosów Odżywczy 

Skład: Arctium Lappa Seed Oil (olej łopianowy) Organic Pinus Sibirica Seed Oil (organiczny olej cedrowy), Capsicum Annumm Seed (papryczka chili), Foeniculum Vulgare (Fennel) Oil (olej kopru włoskiego), Silybum Marianum Seed (ostropest plamisty),  Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Organic Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (organiczny olej z rokitnika), Organic Beeswax (organiczny pszczeli wosk), Tocopherol, Organic Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil (organiczny olej rozmarynu), Salvia Officinalis (Sage) Oil (olej szałwii leśnej), Mentha Piperita (Peppermint) Oil (olej mięty pieprzowej), Pimpinella Anisum (Anise) Fruit Oil (olej anyżu), Betula Alba Bud Oil (olej kotków brzozowych) , Urtica Dioica (Nettle) Oil (olej pokrzywy), Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil (olej lnu syberyjskiego), Abies Sibirica Oil (olej pichtowy)

Maska do włosów Momentalna, blask i elastyczność

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Panax Ginseng Root Extract (ekstrakt korzenia dalekowschodniego żeń-szenia), Pulmonaria Officinalis Extract (miodunka plamista), Scilla Sibirica Extract (cebulica syberyjska), Organic Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil (organiczny olej białego lnu), Organic Lichen Islandicus Extract (organiczny ekstrakt islandzkiego mchu), Phyllodoce Caerulea Extract (wrzos islandzki), Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum, Caramel, Citric Acid.


Maska do włosów Super Silna, wzmocnienie i stymulacja wzrostu

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Pinus Sibirica Seed Oil (olej cedrowy), Evernia Prunastri (Oakmoss) Extract (ekstrakt dębowego mchu), Rhaponticum Carthamoides Extract (ekstrakt z korzenia szczodraka krokoszowatego), Aloe Barbadensis Leaf Juice (sok aloe vera), Allium Cepa (Onion) Bulb Extract (ekstrakt z łupin cebuli), Alnus Glutinosa Extract (ekstrakt z szyszek czarnej olchy), Organic Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil (organiczny olej z kiełków pszenicy), Organic Beeswax (organiczny pszczeli wosk), Organic Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil (organiczny olej lniany), Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum, Caramel, Citric Acid.



Kusi Was coś z tej linii kosmetyków? 

niedziela, 9 lutego 2014

Kallos Silk - maska z silikonami, która robi dobrze moim włosom


 Pojemność: 1l
Cena: 9,90 zł
Dostępność: Hebe, internet


Nowe Kallosy zawierają silikony (oprócz wersji Color) i właśnie to mnie do nich przyciągnęło. Moje długie już włosy potrzebują dobrego zabezpieczenia, jeśli chcę, żeby były jeszcze dłuższe. Z podcinania końcówek zrezygnowałam, dlatego muszę o nie pieczołowicie zadbać, aby nie musieć przez najbliższe miesiące sięgać po nożyczki. I nawet nie o same końcówki chodzi, bo całe włosy na długości narażone są na uszkodzenia (ile to razy obcy ludzie w komunikacji miejskiej zaczepiali o nie zegarkami, paznokciami, suwakami od kurtek; teraz jestem nauczona zbierać wszystkie włosy do przodu, czasem nawet dla bezpieczeństwa zawijam je w rulon).

Od silikonów w maskach i odżywkach nie stronię, a w Kallosie Silk podoba mi się to, że połączone zostały z oliwą z oliwek. Olej to dodatkowe zabezpieczenie i dobroć na włosa.
Maska ma ładny i nienachalny zapach oraz szalenie gęstą konsystencję, co sprawia, że może być świetną bazą dla różnych rzadkich dodatków (np. dla miodu, soku, hydrolatu, wywaru z ziół ect.)


Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol (emulgator/emolient), Cetrimonium Chloride (antystatyk), Olea Europaea Oil (oliwa z oliwek), Citric Acid (regulator pH), Cyclopentasiloxane (silikon lotny), Dimethiconol (silikon), Propylene Glycol (nawilżacz), Parfum (zapach), Sericin (jedwab), Benzyl Alkohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.


Przechodząc do działania:
Maskę stosuję w formie odżywki, czyli nakładam ją na kilka minut i spłukuję. Absolutnie tyle wystarcza, żeby włosy uzyskały sypkość i jedwabistość. Kallos Silk nie dociąża, co dla niektórych może być sporym zawodem, ale mnie rekompensuje zwiększeniem objętości i wzmocnieniem skrętu. Krótsze kosmyki, które jeszcze nie zdążyły zrównać się z resztą włosów dzięki tej masce zawijają się w spirale.



Nie byłabym sobą, gdybym nie wypróbowała Kallosa Silk w formie odżywiania po myciu. Do tej pory wśród odżywek bez spłukiwania prym wiódł Frustic Fruity Passion (KLIK), ale Kallos go doszczętnie zdetronizował. Dużo lepiej dociąża i wygładza włosy, zachowując przy tym objętość i sypkość. Naprawdę obawiałam się przylizu i strąkujących się kosmyków, ale zupełnie niepotrzebnie. Włosom się podoba, a ja osiągam spokój ducha, wiedząc, że włos jest porządnie zabezpieczony :).


Lubicie Kallosy? Co sądzicie o tych maskach?

środa, 22 stycznia 2014

Jak w prosty i szybki sposób zwiększyć objętość włosów? Płukanką z natki pietruszki

Co zrobić, żeby nadać włosom objętość, ale w czysto naturalny sposób? Zrobić płukankę z natki pietruszki, powiadam Wam.

Przygotowanie:
1 łyżeczkę lub łyżkę suszonej natki pietruszki zalej pół szklanki wrzątku. Odstaw na jakiś czas (może być to nawet cała noc). Przed użyciem przecedź płyn i dolej 200 ml chłodnej wody.
Po umyciu włosów najpierw polewam dokładnie skórę głowy, a na koniec długość włosów.

Efekty:
Milion włosów na głowie!
Nie przesadzam, serio. Swoją pierwszą płukankę zastosowałam na włosy potraktowane odżywką + skrobia ziemniaczana, a to połączenie mocno wygładza mi włosy. Po płukance z natki pietruszki włosy już w czasie schnięcia nabierały szokującej wręcz objętości. I nie była to żadna lwia grzywa. Czupryna spływała na plecy w gładkich i lśniących falach, tylko nagle zrobiło się ich dwa razy więcej. Dodatkowo włosy były mocno odbite od nasady. Nawet po przygnieceniu szalikiem i przyklepaniu czapką nie straciły objętości.
Wychodzi na to, że płukanka z natki pietruszki weszła na piedestał i raczej wątpię, by kiedykolwiek spadła z pierwszego miejsca. Jestem absolutnie zachwycona efektami.


 Postaram się załączyć zdjęcia podglądowe, gdy znajdę więcej czasu :)

niedziela, 19 stycznia 2014

Cynk przyspieszył mi porost włosów i ograniczył wypadanie

O okresie letnim postawiłam na suplementację cynkiem z wit. A. Wybrałam preparat Cynk plus A z zawartością 15 mg cynku - to znacznie więcej niż w innych suplementach, które dotychczas łykałam. Przez 3 miesiące kuracji nie stosowałam wewnętrznie niczego dodatkowego. 


Przyspieszenie porostu
To było pierwsze, co zauważyłam już po miesiącu. Włosy urosły ponad 3 cm i podobny przyrost osiągałam przez kolejne dwa miesiące, dzięki czemu mogłam sobie pozwolić na częste i spore podcinanie końcówek.

Przeciwdziałanie wypadaniu włosów
Zwykle linienie dopada mnie pod koniec lipca. Niezmiennie od lat. Gdy nadeszła już ta pora włosy wcale nie wypadały (sierpień był drugim miesiącem łykania cynku). We wrześniu zaczynały pojawiać się pierwsze oznaki, ale jeszcze przez długi czas nie doświadczałam masowej migracji włosów. Pod prysznicem traciłam ich może kilkanaście, gdy zwykle doliczałam się ich kilkudziesięciu. Dziennie wypadało mi o połowę mniej włosów niż rok temu.
Byłam tym szczerze zdumiona. Wiedziałam, że jest to zasługa cynku. Dzięki temu objętość włosów aż tak bardzo nie ucierpiała i nie wyglądały na przerzedzone. Jeszcze żadna suplementacja tak bardzo mi nie pomogła.


Kurację zakończyłam po 3 miesiącach, bo nie chciałam przedobrzyć z witaminą A. Organizm z reguły nie ma problemu z jej niedoborem, a nadmiar prowadzi do nieciekawych konsekwencji. Z tą witaminą trzeba uważać.
Teraz mam zamiar znowu sięgnąć po cynk, jednak już czysty, bez żadnych dodatków, ale również w dawce 15 mg.

Macie doświadczenie z cynkiem?

piątek, 17 stycznia 2014

Co o cieniowaniu sądzą moje włosy

Skręt
Jedyny jako taki pozytyw jaki widzę w pocieniowanych włosach, dlatego od niego zaczynam.
Warstwy i cieniowanie potrafią sprawić, że moje włosy kręcą się zdecydowanie lepiej, wyżej.  A kręcić się potrafią całkiem konkretnie i to same z siebie, nawet pieczołowicie rozczesywane po umyciu i dodatkowo wygładzane dłońmi w czasie schnięcia. Niestety nie mam sztywnego skrętu, nigdy o niego specjalnie nie dbałam, więc wystarczy, że zawinę włosy w tzw. ślimaka, by się rozprostowały i wygładziły. Albo pójdę spać i obudzę się z kudłami pod plecami.

Moje włosy się kręcą, ale po użyciu różnych kosmetyków ten skręt bywał raz taki, raz siaki. Nieraz bardzo mocno kręciła mi się lewa strona, gdy prawa wykazywała jedynie leniwą chęć falowania. Bywało jednak gorzej... gdy kręciła się góra, a dół pozostawał prosty.

Objętość
Kto nie słyszał tej fryzjerskiej mantry: jak pocieniujemy, to zrobi się ich więcej? Może przy głowie, ale nie na końcach... Wiszące kikuty, to o nich będzie mowa. Nie potrafię żyć z przerzedzonym dołem, a taki właśnie uzyskuję, skazując moje włosy na nieszczęsne cieniowanie. Przy długich włosach, jakie głównie nosiłam i noszę to się zupełnie nie sprawdza. Wycieniowana końcówka traci włos na długości i robi się cienka. Co innego przy stopniowaniu, ale nie o tym mowa.

Fryzjer
Musiałabym chyba poświęcić całe życie na poszukiwania fryzjera, który potrafiłby pocieniować moje włosy bez wiszącego ogona, bez przerzedzonego dołu i, co najważniejsze, bez tracenia na długości 20 cm. Po tym, co spotkało mnie w kwietniu ubiegłego roku, bałabym się jak ognia znowu usiąść na fotelu w salonie i wypowiedzieć słowa: proszę wycieniować.

Odświeżanie fryzury
Cieniowanie wymaga częstego odświeżania. Moje końcówki potraktowane takim cięciem szybciej się niszczą, a pozostawione samopas (mimo zabezpieczania) i nietykane nożyczkami robią się niemiłe w dotyku i odstają na wszystkie strony. 
Gdy dopadało mnie wypadanie włosów, fryzura szybko traciła kształt, a cięcie traciło swą estetyczną linię. Nikt przecież nie chce wyglądać, jakby wpadł pod kosiarkę. Na pewno nie ja, z moją obsesją na ich punkcie ;). Poprawianie cieniowania było wtedy nie lada wyzwaniem. Wystarczyło omyłkowo zebrać do cięcia zbyt grube pasmo, by powstała we włosach "dziura"i kolejne mysie ogonki. Oto przykład takiej nieprecyzyjnej ręki fryzjerki i bielma na oczach (poprosiłam ją właśnie o delikatne odświeżenie):


Włosy nie posiadają tutaj żadnej linii cięcia. Od łopatek w dół nadają się tylko do ścięcia, przez te dziury po bokach i ogon na środku pleców, który wygląda jak doczepiony. 
Tak, chciałam uśmiercić tę fryzjerkę.

A tutaj włosy po mojej interwencji (po 5 miesiącach i podcięciu kilkunastu centymetrów końcówek):



Krótsze boki sporo podrosły (jak całe włosy), przestały odstawać i zaczynały się zlewać z dłuższym dołem. Sukcesywnym podcinaniem przez te 5 miesięcy likwidowałam wiszący kikut i udało mi się zagęścić dolną partię włosów.


Zdecydowanie łatwiej życie mi się z włosami jednej długości :)
A Wam?

niedziela, 12 stycznia 2014

Styczniowy plan walki z wypadaniem włosów

W grudniu stało się coś niespodziewanego - dotknęło mnie lekkie wypadanie włosów. W listopadzie (jak każdego roku) linienie ustało, traciłam tylko kilka włosów i tak powinno pozostać przynajmniej do końca lipca. Powinno, a stało się inaczej. Na szczęście włosy nie spadają z głowy na potęgę, w gorszych dniach tracę ich ok. 40.
Chcę to zahamować jak najszybciej.

Co będę stosować w walce przeciw wypadaniu? Na styczeń przewidziane są:

Odżywka w spreju Herbal Care z łopianem


Wcieram ją co wieczór od kilku dni, więc na razie niewiele mogę napisać.
Odżywka Farmony, która nadaje się tylko na wcierkę (pędzona jest bowiem na alkoholu) ma bardzo obiecujący skład. Znajdziemy w niej ekstrakty z: łopianu, białej wierzby, szałwii, pokrzywy, siarkę i cynk.


Samoróbna maska


0,5 łyżeczki Heenary + 0,5 łyżeczki Eclipty + 3 krople olejku lawendowego + 1 łyżka arganowej maski Bingo

Heenara to połączenie indyjskich ziół. W składzie ma m.in. Amlę, Brahmi, Shikakai, Kapoor Kachli. Same dobroci wzmacniające cebulki.
O Eclipcie pisałam tutaj i tutaj.
Olejek lawendowy znany jest ze swoich właściwości wzmacniających i przeciwdziałających wypadaniu włosów. Zawsze dodaję go do wcierek i maseczek.
Arganowa kuracja Bingo zawiera multum ziół i olej arganowy, który również odżywia cebulki.

Atak na wypadanie będzie zmasowany i mam nadzieję, że skuteczny!
Maskę mam zamiar stosować kilka razy w tygodniu, na godzinę przed myciem.


Ziołowa płukanka z rozmarynu


Płukanka z rozmarynu wzmacnia cebulki, wygładza włosy i nadaje im piękny połysk. W moim przypadku przyspiesza porost włosów.


Olejek Sesa


Sesa jako wisienka na torcie. Mam po niej wysyp nowych włosów. Zagości na mojej głowie w weekendy. Być może częściej, jeśli czas pozwoli.


Sporo tych sprzymierzeńców przeciw wypadaniu włosów, ale w teraz najważniejsze jest dla mnie szybkie pozbycie się problemu i zagęszczenie czupryny.


Udało się wam uporać z wypadaniem? Co u Was działa najlepiej, może mi coś poradzicie? :)

sobota, 4 stycznia 2014

Pierwsze noworoczne postanowienie ruszyło: przestaję czesać włosy

Podjęłam wyzwanie życia bez grzebienia. Brzmi całkiem śmiesznie, ale wierzcie mi, od rozczesywania włosów byłam wręcz uzależniona. A to skutkowało mordowaniem moich fal, o które przecież tak pieczołowicie dbam (jakom włosomaniaczka sercem i duszą).

Co mnie natchnęło do zmiany? Prawie pozbyłam się cieniowania i włosy przestały współpracować. Falowały w stopniu znikomym, na dodatek puszyły się od byle dotknięcia ręką. Chciały się kręcić, ale rozczesując je po myciu skutecznie im to utrudniałam. Jeszcze wczoraj wyglądały jakby prąd mnie popieścił. Widok opłakany, aż wstyd się przyznać, że dba się  o włosy...

Dzisiaj po raz pierwszy od wielu lat grzebień poszedł out. Włosy rozczesałam pod prysznicem z nałożoną na nie odżywką d/s. Na koniec po myciu roztrzepałam je palcami i zawinęłam pod ręcznik. Nie były splątane, schły naturalnie, a ja z minuty na minutę byłam w coraz cięższym szoku. Fale definiowały się mimo braku jakiegokolwiek ugniatania i, co najważniejsze, nie było puchu. Jeszcze długa droga przede mną, bo włosy muszą nauczyć się kręcić, ale już po pierwszym razie wiem, że do czesania po myciu już nie wrócę :).

Nieczesania dzień 1.





Próbowałyście nieczesania?

środa, 4 grudnia 2013

Jak wysuszyłam sobie włosy na wiór

Jest płacz i zgrzytanie zębów. Pielęgnacja, która uczyniła moje włosy niskoporowatymi, czyli zdrowymi została zdetronizowana przez totalne wysuszenie. Nawet silikony nie dają rady. Nawet kilka warstw silikonów... Żaden olej, maska, nafta, stylizator. NIC nie działa. To jest kryzys mej włosomaniaczej duszy. I ból, że wkłada się całe serce w dokarmienie włosów, a i tak otrzymuje się Saharę. Przez ostatnie dni włosy wyglądały jakby nigdy na oczy nie widziały odżywki. Na dodatek były tak lekkie, że nie czułam jakbym miała coś na głowie, a sięgają do połowy pleców!

Stan włosów zaczął się pogarszać jakoś w połowie listopada. Apogeum nastąpiło tydzień temu. Żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia, by móc uwiecznić ten obraz nędzy i rozpaczy. 
Włosy wysychały bardzo szybko i wszystko je puszyło. Wyglądały jak strzecha siana, chociaż w dotyku były gładkie. Trzeba było poszukać winowajcy: przeproteinowanie? przenawilżenie? ziołowe płukanki? Główkowałam nad tym i 4 dni temu sięgnęłam po inny szampon, z tęsknoty, bo od miesiąca nie mieliśmy kontaktu. Stał sobie na półce trochę zapomniany. I nagle dzika lwia grzywa zmniejszyła się o ponad połowę. No dobra, nawaliłam też silikonów, dla bezpieczeństwa, żeby mi te włosy nie odpadły. Ale grunt, że podziałało i była to głównie zasługa innego szamponu.

Winowajca znaleziony: szampon wzmacniający Joanna Rzepa.



Rzeczywiście, rozpoczęłam nim mycie w listopadzie i kontynuowałam przez cały miesiąc. Nie podrażniał mojej wrażliwej skóry głowy (co zdarza się bardzo rzadko) i świetnie się pienił. Oczywiście, po kilku pierwszych użyciach byłam zachwycona, idealnie domywał, włosów wypadało mniej. Ale powinnam słuchać swojej intuicji, która, ilekroć patrzyłam na ten szampon w sklepie, mówiła: w brud detergentów, przesuszy aż miło. I alko. denat. na dokładkę. Do tej pory to mnie od niego odstraszało, ale niskoporowatość uśpiła moją czujność.

Na chwilę obecną jest już lepiej - z innym szamponem i silikonami, rzecz jasna. Poczytuję to za sukces, bo wcześniej nawet one nie dawały rady. Joanna Rzepa nie poszła do kosza, bo przyda się do zmywania oleju ze skóry głowy. Ma szatańsko pianotwórcze właściwości i raz na jakiś czas krzywdy nie zrobi.